« Powrót

Font versus czcionka. O co chodzi z tym zamieszaniem?

Dodano: 2015-04-20 przez: Andrzej Sitek

Google woli czcionkę?

To zresztą nie koniec, nawet bezkresne Google w swoim internetowym przewodniku Google Developers posiada rozdziały pt. „Optymalizacja czcionek sieci Web”, a internetowe słowniki w rodzaju bab.la tłumaczą hasło „font” jako „czcionka”. Trudno się zatem dziwić, że w powszechnym rozumieniu synonimem słowa „czcionka” jest właśnie „font”.

Ten błąd, bo jest to błąd, utrwalił się tak mocno, że nawet gdybyśmy chcieli wyszukać w Internecie ciekawe fonty, aby je zakupić, trafimy od razu na stronę czcionki.com. Oczywiście tylko fonty zawierającą. Na czym zatem polega różnica, dlaczego font to nie czcionka?

Słownik PWN prawdę ci powie

Właściwie chodzi tylko o jedno: o czystość języka polskiego i rugowanie anglicyzmów. Słownik języka polskiego PWN wyraźnie rozróżnia oba hasła. Czcionka ma dwa warianty znaczenia. Po pierwsze jest to: „prostopadłościan z odwróconą literą lub znakiem drukarskim, dającym w druku odbitkę tej litery lub znaku”. Po drugie: „kształt i wielkość liter w druku”. Pod hasłem font znajdziemy zaś tylko: „rodzaj pisma dla komputera lub drukarki”.

Co z tym krotłem?

Rozróżnienie jest więc w gruncie rzeczy bardzo proste. Czcionka, a niegdyś „trzcionka”, „krotło”, to przedmiot fizyczny, rodzaj materiału zecerskiego przeznaczony do ręcznego składania tekstów. Jeszcze prościej, mówimy o to metalowym lub drewnianym klocku z wyrytą na nim literą. Jest to nośnik pisma drukarskiego. Font to inna forma bo egzystuje w postaci cyfrowej, nie drukowanej. Jest to cyfrowa postać pisma, która zawiera również informacje o poszczególnych literach oraz znakach danego kroju pisma w postaci bitmapowej lub wektorowej.
 

Czcionka to przedmiot od obijana liter i ciągów tych liter np. w czasopismach i książkach. Rewolucja technologiczna spowodowała, że różnice zacierają się bo przecież książkę, którą mamy w czytniku, np. Kindle’u, traktujemy prawie tak samo jak jej papierowy pierwowzór. Obie różnią się jednak formą, w której istnieją, ale kto by sobie tym zawracał głowę.

Czcionka dla Szymborskiej

W Internecie można znaleźć jeszcze ciekawsze przykłady. Portal Culture.pl donosi o rozstrzygnięciu międzynarodowego konkursu na projekt czcionki inspirowanej dziełami literackimi Wiesławy Szymborskiej. Wygrał pan Radosław Łukasiewicz, którego czcionka, zdaniem jurorów, najlepiej oddaje ducha poezji Noblistki. I bardzo pięknie, ale w materiale widzimy plik graficzny z szeregiem liter a nie pana Radosława pochylonego nad zbiorem pracowicie wyrytych czcionek umieszczonych w kaszcie drukarskiej. Dziś projektujemy fonty w programach typu FontLab, po czym trafiają one do drukarni i stają się… „kształtem i wielkością liter w druku”, czyli czcionką.

Prawo o foncie

Powyższy przykład dowodzi tylko tego, że mimo wielowiekowej historii czcionki, jak również jej polskiej, pięknej tradycji, np. dzieł w rodzaju Antykwy Półtawskiego, utożsamiania czcionki z fontem nie da się już powstrzymać. Mało komu chce się zastanawiać nad balastem historii, natomiast wątek ten ma nadal wyraźnie znaczenie w kwestiach… prawniczych.

Chodzi o zagadnienia prawa autorskiego, możliwość wykorzystania określonego fontu zależnej od zgody autora lub wniesienia opłaty. W terminologii prawniczej precyzja jest niezwykle ważna, dlatego prawnicy muszą nadal dbać o wyraźnie rozróżnienie pomiędzy fonem a formą do odciskania pojedynczych znaków pisma drukarskiego. Nie zmienia to faktu, że w mowie potocznej i powszechnej świadomości ludzi czcionka to font i vice versa. Może taka jest po prostu kolej rzeczy?